poniedziałek, 16 listopada 2015

Właśnie wróciłam z Francji...

Byłam, widziałam...



  Jeszcze we wrześniu zarezerwowałam lot za grosze do Paryża na miniony weekend. Poleciałam, wróciłam... i jak widzę, co się dzieje w mediach to tylko nasuwa się pytanie Czy aby na pewno mówimy o tym samym mieście?
  W piątek po 22-ej wylądowałam na lotnisku Beauvais-Tille. Z małym poślizgiem (45 minut..), ale bez większych problemów dotarłam. Na lotnisku czekał już Mężuś i w momencie, gdy wsiedliśmy do samochodu rozdzwoniły się telefony. Miliony pytań Czy wszystko ok?, Czy żyjemy?, Czy jesteśmy w Paryżu? i tak dalej. Nam się nic nie stało, bo byliśmy daleko poza Paryżem. Dopiero wtedy zaczęliśmy się dowiadywać co się stało. Weekend spędziliśmy bardzo daleko od Paryża, więc po zameldowaniu się w hotelu od razu zaczęliśmy sprawdzać, co tak naprawdę się stało. 
  Pierwsze dane o zabitych były bliskie 200. Szok, niedowierzanie... wielka tragedia, a my tak daleko od tego wszystkiego. Pisałam już na wakacjach, że Mężuś mieszka dosłownie 100m od placu Republic i tym bardziej poczuliśmy się niewyobrażalnie bezpiecznie. Świadomość, że w takiej chwili jesteśmy razem, że wiemy co dzieje się z drugą osobą była bardzo pokrzepiająca. Monitorowaliśmy media, dowiadywaliśmy się co się dzieje na bieżąco. Byliśmy przekonani, że w niedzielę, gdy będziemy wracać do Paryża zastaniemy krajobraz jak po wojnie, całe zastępy wojska czy żandarmerii, a kontrolować nas będą na każdym kroku. Wiecie co zobaczyliśmy? Nic. To znaczy całkiem normalnie niedzielne, leniwe południe. Trochę mniej samochodów na ulicach, ale chodniki, kawiarenki, restauracje były wypełnione Paryżanami po brzegi. Siedzieli, w spokoju pili kawę, wygrzewali się do słońca, rozmawiali... Samochód policji zobaczyłam przypadkiem - jeden. I chyba tylko dlatego, że znajdował się przy placu Republic, gdzie zaczęli schodzić się pomału ludzie, a stacje telewizyjne wyczekiwały tam na rozmówców od rana. 
  Po oglądnięciu polskich wiadomości byłam dosłownie w szoku. Nie wiem, gdzie kręcono nagrania, ale w rzeczywistości nigdzie nie było widać płaczu, tabunu służb porządkowych. Turyści robili sobie zdjęcia pod katedrą Notre Dame, która była odgrodzona. W sumie to cały plac był odgrodzony, by chronić zabytek. Tak samo przy innych ważnych atrakcjach Paryża. Jedyne co zobaczyliśmy na własne oczy to spalone skutery i powybijane szyby:


  Ale wiecie co jest najlepsze? Że wszędzie dokoła były pootwierane kawiarenki, a w nich cała masa ludzi. Nikomu ten widok nie przeszkadzał. Życie przecież toczy się dalej. Teraz nasuwa mi się pytanie Dlaczego ludzie, którzy nie mają nikogo znajomego w Paryżu, nikt z ich rodziny nie zginął, tak bardzo przejmują się tą tragedią, a sami Paryżanie po prostu żyją dalej? Dziwny jest ten świat.... Dodam jeszcze, że na lotnisku zamiast, tak jak zawsze, kontrolować co drugą osobę, kontrolowali wszystkich - szczególnie Arabów. Być może granice są zamknięte, nie przeczę, ale w kraju wszystko wygląda dokładnie tak samo jak do tej pory. 
  Staram się na blogu nie poruszać takich tematów, ale jak widzę, co się dzieje na blogach czy na facebookach osób, które siedzą spokojnie w domach i tylko przekazują bezwiednie "straszne" informacje to aż coś mi się robi. Ciekawa jestem, czy Francuzi przejęliby się nami, gdyby coś takiego miało miejsce. Szczerze wątpię, bo są ogromnymi egoistami i jeszcze większymi tchórzami. 


PS: Fotorelację z wyjazdu Wam zdam, ale muszę się trochę ogarnąć... :)

16 komentarzy:

  1. Ja jak widzę coś o tym Paryżu na fb to pomijam... miałam jedną znajomą na fb co potrafiła w ciągu dnia udostępnić około 15 postów dotyczących islamu itd. zablokowałam jej wpisy. Znajomą jest dalej ale nie widzę totalnie nic co pokazuje/udostępnia. Chyba, że wejdę do niej na profil. Jestem zdania, ze im mniej wiem tym lepiej śpię. Mimo to dobrze, że jesteś cała i zdrowa ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tacy znajomi są najgorsi... Też w większości pomijam takie wpisy ;)

      Usuń
    2. Dobrze, że ostatnio maniacze w gry to aż tak za bardzo nie zwracam na to uwagi. Smutno mi!!! Skończyłam dwa dni temu grać w Wiedźmina. Gra jest P.R.Z.E.Z.A.C.N.A.!!!!

      Usuń
    3. Każda część Wiedźmina to majstersztyk! :)

      Usuń
  2. O widzę, że mamy podobne zdanie. Mnie najbardziej razi to zmienianie flag na zdjęciach profilowych na facebooku. Jakoś z okazji 11 listopada nikt jakoś polskiej flagi nie dawał. Przypadek?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, mamy swoje święta niby ważne dla nas, a pomijane jak się tylko da...

      Usuń
    2. Ha, myślę tak samo! To zmienianie profilowych na flagę jest śmieszne - jakby conajmniej miało to komuś pomóc...
      nie powiem, że nie zrobiło mi się smutno, jak o tym wszystkim usłyszałam - bo zrobiło.
      Dobrze, że byliście od tego daleko!

      Usuń
  3. Tak co można powiedzieć. W jakiś wiadomościach wyczytałam, że Francuzi nie zamierzają się chować i będą żyć jakby nigdy nic. To było jedyne co czytałam, a wszystko inne pomijałam. Ale jak widać z Twojego opisu jak powiedzieli tak zrobili :) dobrze że nie wiedziałam, że wybierasz się do Paryża...

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze, że wróciłaś cała i zdrowa.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochana cieszę się, że Wy byliście tam wtedy razem, szczęśliwi i bezpieczni i to jest najważniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jednak te 200 osób zginęło....
    Dobrze jest wiedzieć co się dzieje na świecie,
    ale i tak nie mamy na to wpływu...
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zginęło i to jest ogromna tragedia rodzin tych ludzi, ale to prawda - wpływu na nic niestety nie mamy :(

      Usuń
  7. to , że media zawsze "dramatyzują" każdą sytuację, to wiadomo nie od dzisiaj...
    to, że Polacy są "solidarni" na pokaz wiadomo nie od dzisiaj...
    to, że nie wolno dać się zastraszyć terrorystom i pozwolić "zamknąć" w domach...zachód wie nie do dzisiaj ;-)

    pozdrawiam

    dobrze, że nie trafiłaś w oko cyklonu!

    OdpowiedzUsuń
  8. no to super, że spędziliście ten czas razem i z dala od Paryża

    OdpowiedzUsuń
  9. Mieliście duże szczęście, że byliście gdzie indziej.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za miłe słowa i zapraszam do dyskusji :)